Jedna z pięciu najśmieszniejszych rzeczy na świecie
Coma – Hipertrofia
Mowa będzie o grupie nietuzinkowej, unikalnej i jedynej w swoim rodzaju. Zgromadziła w Polsce setki tysięcy fanów, wzbudza skrajne emocje, przy czym oczywistym jest, że osoby z negatywnymi odczuciami nie znają się na muzyce. Liderem tego zespołu jest człowiek nazywany przez fanów lepszym poetą niż Kazimierz Przerwa – Tetmajer czy Juliusz Słowacki. Jak pisze ten współczesny wieszcz? Otóż zawstydzająco inteligentnie, błyskotliwie i z tonami polotu godnymi prawdziwego Talentu literackiego.
Pozostały już tyko brzydkie dziewczyny
Mają nogi porośnięte włosami
wszystkie ładne wyjechały do Stanów
Obdarzony charakterystycznym, mocnym głosem, z manierą godną mistrzów rockowej wokalistyki – jego niemalże nieograniczone możliwości wokalne można usłyszeć chociażby w tym kawałku: Transfuzja. Polecam zwrócić uwagę na godną pozazdroszczenia barwę głosu, kiedy ten ogarnia całe spektrum uczuć, od spokojnego, do wykrzyczanego z furią tekstu (kto skojarzy ten odgłos z dławiącym się pawianem nigdy nie słuchał prawdziwej muzyki). Zostawmy jednak wokalistę milionlecia, warstwa muzyczna też nie pozostawia wiele do życzenia.
Oryginalne, niebanalne kompozycje, na których wzorowali się najsłynniejsi przedstawiciele szeroko pojętej muzyki rockowej, jak Rage Against the Machine, czy Korn. Wychwycili to znakomicie przedstawiciele radiowej Trójki, z pewnością menedżerowie światowych sław zostali już powiadomieni o tej plamiącej honor wspomnianych zespołów wpadce. Coma okazuje się więc być zespołem pionierskim nie tylko w warstwie tekstowej – poetyckość, siła przekazu, wielogodzinne próby interpretacji zawiłych metafor – ale także w sferze kompozycyjnej i brzmieniowej. Któż spodziewałby się tak znakomitych patentów rockowych po tej stronie Odry?
Wymkanie się wszelkim schematom to drugie imię polskiej grupy. Fatalna rzeczywistość?
Braciszku
Przyszło nam szumieć
Na skurwiałym bruku miasta królów.
Imć Rogucki znajduje rozwiązanie:
Trzeba będzie na własność
Odbudować nam kosmos.
Nie mniej dobrze mi wiedzieć
Że rozumiesz, że jesteś.
Może stracona nadzieja? Coma i w tym momencie spieszy na ratunek:
W niebiesko-szarym piekle spojrzeń,
w ogrodzie jasnozłotych głów
wszystko na pewno będzie dobrze,
w pokoju obok mieszka Bóg.
Rogucki nie boi się żadnego tematu, ponadto tylko u niego usłyszycie o “skurwiałym bruku”, czy “niebiesko-szarym piekle”, idącym w parze z “owłosionymi nogami”. Inspirujące, zmuszające do myślenia, sprawiające, że wyświechtany zwrot o tym, co autor miał na myśli, być może pierwszy raz w historii swojego istnienia nabiera tak realnego znaczenia. Gdyby tylko żył wcześniej, nie mam wątpliwości, że Norwid czy Mickiewicz wzorowaliby się właśnie na nim. Ze względu na czasy, w których przyszło mu tworzyć, możemy go nazwać jedynie postkursorem* wielkiej polskiej poezji.
Jak widać, Coma potrafi uderzyć we wszystkie czułe punkty ludzkiego bytu swoimi tekstami i kompozycjami. Wierzę, że są ludzie, którym naprawdę się podoba, że bezsensowne liryki nie zrażają, że swoją wtórną i nudną muzyką potrafią zainteresować. We mnie jednak dźwięki te tworzą wielką otwartą ranę, która zostaje posypana solą w postaci warstwy lirycznej, a irytujące połączenie głosu i instrumentów sprawia, że goi się ona przeraźliwie długo. Od czasu do czasu jednak pozwala sobą poprawić humor. Bo jak tu nie uśmiechnąć się słysząc:
Bezkarne żółte południe oddycha przytomnie.
Przeważnie pijemy wódkę przy stole w ogrodzie.
Niestraszne kosmiczne dziury i groźba wieczności.
Zabawne jak nic nie znaczyłby świat bez miłości.
No właśnie. Nie da się. 0,5/5
* – podziękowanie dla kolegi Roberta za zgrabne określenie tego zjawiska.
Wielu pewnie się teraz zastanawia nad pozostałą czwórką. Wśród nich bez wątpienia są koledzy z korpiklaani: http://www.youtube.com/watch?v=OIc4VHxU7iM
polecam nawet w “Bezkarne żółte południe”, są równie dobrzy ; )
robb
23 maj 2009 at 13:58
no masz robbciu! wychodzący z wychodka skrzypek o wyglądzie nieudanego rasputina może z pewnością zawalczyć z rogusiem
nehan
23 maj 2009 at 14:47
Łaaał, niezły pojazd po Comie;p Ja tam do nich nic nie mam, kiedyś nawet trochę słuchałem – jak na polskie warunki jest dobrze.
Natomiast nie trawie uwielbiania Comy, wywyższania, i traktowania innych z góry bo MY słuchamy Comy a to jest jedyna słuszna dobra muzyka. Czyli generalnego fanatyzmu fanowskiego nie popieram:)
Co do tekstów Roguckiego – sądze że wypociny takich “bóstw” podziemia jak Today Is The Day czy innych convergów też nie prezentują lirycznych szczytów
keenesh
23 maj 2009 at 18:11
w wypadku comy nie mówię o szczytach, raczej o oceanicznych rowach.
oskar
23 maj 2009 at 18:15
Wszędzie Coma. Już mi się rzygać chcę. Szkoda, że tak ironicznie napisane. Niemniej jednak, uważam, że ta płyta Comy zasługuje na odrobinę szacunku, po prostu tak uwazam i tyle, nawet nie wiem dla czego. MOże mam sentyment do tej plyty? Odnośnie tekstów tego zespołu- kiedyś moja siostra oburzala się, że w neesweeku skrytykowano Comę za banalne teksty. Wsłuchałam się- nie są banalne, słowa są źle dobrane, wg mnie, przez co tworzy się groteskowy przekaz. Poza tym, wydaję mi się, że Rogucki na siłę probuje dobierać wyszukane, patetyczne słowa. Reasumując: ta płyta naprawdę nie jest zła. Tylko za dużo już tej Comy…
olka
23 maj 2009 at 18:38
Hm..nie wiem, ja tam takich negatywnych uczuć do Comy nie mam. Zresztą, zupęłnie nie znam się na tekstach/poezji więc może dlatego mnie nie rażą ich teksty.
keenesh
23 maj 2009 at 18:39
@olka
w słuchaniu muzyki chyba chodzi o to, żeby sprawiała ona przyjemność; piszesz o źle dobranych słowach, sileniu się na patetyczność, groteskowym przekazie. Szczerze podziwiam za chęci do przebijania się przez te wszystkie rzucane pod nogi kłody, w celu dotarcia do istoty ich muzyki. ja wolę włączyć coś cieszącego od początku do końca, zamiast zmuszać się do przymykania oka na wszystkie te dolegliwości.
oskar
23 maj 2009 at 18:44
Najśmieszniejsza płyta dekady, zdecydowanie. Szanowny autor zapomniał jeszcze wspomnieć, że panowie z Toola też na pewno wzorowali się na Comie, o czym świadczą te psychodeliczne, paranoiczne wstawki między utworami!
Roguc cierpi na grafomanię, po prostu. Trzeba mu wybaczyć – Wam też na pewno woda sodowa uderzyłaby do głowy, gdybyście mieli tyle groupies. :>
aen_ka
23 maj 2009 at 19:10
Hmm, gdybym chciała spijać sama śmietankę ze wszystkiego, to nigdy nie ruszyłabym poezji Awangardy Krakowskiej, a przecież jest taka wartościowa, o Dziadach nie wspominając. Czasami trzeba się pomęczyć, żeby móc dogłębnie ocenić. dla mnie przekaz liryczny jest najważniejszy, dlatego w moim słuchaniu muzyki nie chodzi o dążenie do przyjemności- chodzi o dążenie do zrozumienia.
olka
23 maj 2009 at 19:19
nie mówię o spijaniu śmietanki, ani tym bardziej unikaniu mniej przystępnych, pod każdym względem, płyt czy wykonawców. lub czegokolwiek innego w dowolnej dziedzinie sztuki. odkrywanie i zgłębianie potrafi dawać ogrom satysfkacji, rzecz jednak w tym, czy w wypadku comy zgłębiamy wartwę liryczną, która niesie coś wartościowego w swoim groteskowym wydźwięku, czy kompletnie bezwartościową paplaninę. mam wrażenie, że jesteśmy niebezpiecznie blisko tego drugiego wypadku, więc “dążenie do zrozumienia” jest w moim odczuciu ewidentną stratą czasu. jest przecież tyle lepszych rzeczy do poznania, nieprawdaż?
oskar
23 maj 2009 at 19:25
Piękne :D najlepsza recka hipertrofii jaką czytałem.
TOMI
24 maj 2009 at 4:23
kolejny dowód na to, że najlepszym sposobem rozkręcenia bloga jest napisanie o comie :P z miejsca dostajemy multum komentów w których nie może zabraknąć ucisnionych fanów poetyki roguckiego.
no i jak dla mnie teksty converge to liryczne szczyty, bo oprócz pięknie dobranych słów mają coś do przekazania.
mAthen
24 maj 2009 at 10:52
gdzie bannon a gdzie rogucki, ludzie. porównania brak.
oskar
24 maj 2009 at 20:20
Te, czytajcie uważnie. “Inne converge” to nie to samo co samo Converge, co do którego nie ma dwóch zdań że ma teksty na poziomie. Miałem tylko na myśli kapele tego kręgu, cwaniaki;pp
keenesh
24 maj 2009 at 20:53
Piękny to wpis, gratuluję ! Coma to dno, przeintelektualizowane, a raczej pseudointelektualizowane. Muzyka, która razi brakiem oryginalności + wokal zaciągającego po angielsku pana Roguckiego to zmora polskiego rock’a. Nie mogę zdzierżyć. pozdr!
Kidriv
26 maj 2009 at 10:21
A ja nadal twierdzę, że autor tej recenzji nie jest zabawny ani spostrzegawczy, w dodatku ma problemy ze zrozumieniem w sumie nieskomplikowanych liryków Roguca. Nie, nie uważam Roguckiego za poetę, ale jest dobrym tekściarzem. Oczywiście tylko antyfani Comy znają się na muzyce, fani zaś są debilami, ale nadal tak myślę. Ich muzyka jest oryginalna, inne zespoły w Polsce tak nie grają, a podobieństw między Comą a Kornem, RATM czy Toolem jest tyle, co między Marylą Rodowicz a Slayerem. OK, riff “Transfuzji” jest podobny do riffu Korna, ale poza tym utworem jakiekolwiek podobieństwo słyszy tylko głuchy. A najgorsze jest to, że słucham podobnej muzyki, co autor artykułu. Nie wiem więc, jakim cudem fan Dillinger Escape Plan, Neurosis czy Dead Can Dance może być tak pozbawiony słuchu, żeby nie docenić jednej z niewielu udanych polskich płyt ostatnich lat. Cóż. Pozdrawiam antyfanów Comy: tylko wy znacie się na muzyce i tylko wy jesteście ql i super, jesli ktoś Comy słucha, to nie ma gustu, i to nie jest tak, że nie rozumiecie tekstów, więc uważacie je za głupie. Ja np. nie rozumiem fizyki kwantowej, więc jest ona głupia. Trzymajcie się i onanizujcie się własną pogardą dla Comy, czyni was ona fajniejszymi.
doorshlaq
26 maj 2009 at 12:28
no to powsadzałeś mi w usta słowa których nie powiedziałem, teraz możesz napisać jeszcze jeden komentarz, ale rozsądny, poproszę.
jedna z niewielu udanych płyt w Polsce ostatnich lat? Lenny Valentino, Ścianka, L.U.C., Kanał Audytywny, projekty Fisza, OSTR, Neuma, Blindead, Antigama, NYIA… wymieniać dalej? oni wszyscy nagrali płyty dalece bardziej oryginalne i twórcze niż coma.
oskar
26 maj 2009 at 12:30
Moim zdaniem, przyczyn Twej niemożności zrozumienia fizyki kwantowej powinieneś szukać w swoim poziomie IQ.
robb
26 maj 2009 at 15:34
doorshlaq analogicznie można spytać jakim cudem fan DEP i Neurosis może być tak pozbawiony słuchu i lubić Come?
myślę że moje pytanie jest trafniejsze.
mAthen
26 maj 2009 at 17:02
Coma zawsze (za)chwyci. A z Trójką to ciekawa sprawa – chyba mają tam w redakcji wyjątkowo rozbieżne opinie na temat zespołu. Podejrzewam nie mniej gorące dyskusje niż ta tutaj.
Mariusz Herma
28 maj 2009 at 8:45
Po prostu..niektórym ludziom brakuje pewnego zmysłu rozumienia..to nie są nawet skomplikowane przekazy..serio..jeśli ktoś wyrywa sobie parę wersów z piosenki comy i je analizuje to…nie tędy droga. Jak kupiłam Hipertofię byłam załamana…przesłuchałam i co? tragedia, nie wiedziałam czy śmiać się czy płakać nad wydaną kasą. Ale nie dałam za wygraną..dopóki nie zrozumiesz przekazu, będzie to dla Ciebie tylko śmieć. Dziś (z początku nienawidzony) EKHART rządzi w moich uszach, a POPOŁUDNIA dalej i niezmiennie doprowadzają mnie do łez. Więc jak wytłumaczysz reakcję ludzi na coś takiego? To jest coś co rusza..nie wszystkich ale jednak..Jak wytłumaczysz to że wywołuje tak skrajne uczucia. Jestem ciekawa
kromka
28 maj 2009 at 12:35
a co jest tu do tłumaczenia? napisałem, że rozumiem, że komuś może się to podobać. to tak jakby próbować tłumaczyć powód, dla którego wszystkich ludzi na świecie rusza coś innego. może to inna wrażliwość, nie widzę potrzeby wnikania.
oskar
28 maj 2009 at 14:56
Ftop 5 to moja ulubiona audycja, żywy przykład zasady, że prawdziwy krytyk, jak pies ogrodnika, sam nie może, więc i komuś nie da. Nie zdziwiłabym się, gdyby zauważył wpływ Ich Troje na Pendereckiego, liczba nut jest w końcu ograniczona, a wyobraźnia naszego “eksperta” – nie. Szkoda mi takich ludzi. Nie lubisz, nie słuchaj – ale nie naciągaj faktów, żeby uzasadnić nieprawdziwą tezę. Zwłaszcza jeżeli celem nadrzędnym jest zarobienie pieniędzy. Swoją drogą, dawno nie słyszałam tego sławnego “eksperta”, przy którym jego własnym zdaniem bledną zapewne Kaczkowski i Kydryński, w Trójce – moje zaniedbanie, czy ktoś wreszcie tego śmiecia sprzątnął? Baran żałosny, zarabia na teoriach spiskowych niczym “dziennikarze” Faktu.
wedelek
30 maj 2009 at 15:05
Oskar, masz rację – Nyia, Lenny Valentino, genialne Blindead, Antigama, Riverside wydały wspaniałe płyty. Ale to nadal nie jest aż tak wiele albumów, by można było powiedzieć, że w Polsce wychodzi sporo dobrych wydawnictw. To jest tylko kilka. Poza tym może nie zauważyłeś, ile czasu upłynęło od wydania płyty Lenny Valentino… Nadal twierdzę, że Coma nagrała jedną z NIEWIELU udanych polskich płyt w ostatnich czasach. To, czy inne są lepsze i bardziej oryginalne, to kwestia GUSTU (znasz to pojęcie?) robb, mój tekst o fizyce kwantowej był tylko przykładem, a nie stwierdzeniem faktu, ale nie oczekiwałem po ludziach tak otwartych i tolerancyjnych jak Ty rozumienia chwytów retorycznych (jak widać, nawet tak prosty sprawił Ci problem). mAthen, jesteś typowym przykładem człowieka, który uważa, że ma lepszy gust tylko dlatego, że nie słucha Comy. Co z tego, że ktoś słucha DEP, Neurosis itd., skoro słucha też Comy, prawda? Słuchanie tej kapeli dyskwalifikuje nawet najambitniejszy gust, nie? Gratuluję logiki. A co do samej recenzji: cóż, doceniam fakt, że autor uważa, że ktoś może Comę lubić. Niektórzy nie posuwają się nawet tak daleko ze swoją tolerancją.
doorshlaq
30 maj 2009 at 15:19
doorshlaq nie wiem czy zauważyłeś ale odniosłem się do Twojej wypowiedzi która brzmiała dokładnie:
“A najgorsze jest to, że słucham podobnej muzyki, co autor artykułu. Nie wiem więc, jakim cudem fan Dillinger Escape Plan, Neurosis czy Dead Can Dance może być tak pozbawiony słuchu, żeby nie docenić jednej z niewielu udanych polskich płyt ostatnich lat.”
zatem zacytowałem Ciebie, zatem skrytykowałeś siebie, zatem epic fail.
mAthen
30 maj 2009 at 19:37
Nie skrytykowałem siebie, tylko Twoje słowa ” jakim cudem fan DEP i Neurosis może być tak pozbawiony słuchu i lubić Come?” Aż taki masz problem z czytaniem? :)
doorshlaq
16 czerwiec 2009 at 12:23
A ten prowokator wszędzie się musi wepchnąć :)
dagger
2 lipiec 2009 at 3:27