Posts Tagged ‘folk’
matta elliotta pieśni o smutku
Życie straciło cel.
Nie ma uśmiechu, nie ma radości, nie ma nadziei.
Jesień będzie trwała już zawsze, słońce już nigdy nie wyjrzy zza ołowianych chmur, wszystkie spacery skończą się beznadziejnym przemoknięciem od siąpiącego bez przerwy deszczu, stopy będą brodzić w szarych kałużach odbijających zapłakany świat.
Wszystko co było istotne traci swój sens, lejąca się zewsząd rozpacz staje się chlebem powszednim.
Nieliczne ptaki przelatują nad głową, kierując się do szczerbatych wybitymi oknami fasad kamienic.
Jak to dobrze wiedzieć, że nie jestem w tym świecie sam.
|
Drinking Songs (2005) – 4/5 |
Failing Songs (2006) - 4/5 |
Howling Songs (2008) - 4,5/5 |
beirut – march of the zapotec / realpeople holland
To się musiało kiedyś wydarzyć, dla jednych ten moment nadszedł już po pierwszej płycie Zacha Condona, dla innych w chwili wydania najnowszej epki, mianowicie: forma sie wyczerpała. Ja osobiście czerpałem taką samą radość ze słuchania obu poprzednich albumów multiinstrumentalisty, może dlatego, że zacząłem swoją przygodę z Beirutem od obu równocześnie. Nie zawiodły mnie. Był bałkański folk, był drżący wokal Zacha, były śliczne melodie.
Co jest problemem nowego wydawnictwa? Ujmę to najprościej: to samo co stanowiło o sile poprzednich nagrań, lecz tym razem występuje w wersji naciąganej, nużącej, cierpiącej (w tym wypadku wyjątkowo mocno!) na syndrom “już to słyszałem”, bo nie trudno nawet zgadnąć gdzie. Wracając do myśli z początku recenzji – estetyka w jakiej porusza się utalentowany dwudziestodwulatek nie jest niestety zbyt pojemna, i cudów się w jej ramach wymyślić nie da. To co było zaskakujące i świeże na pierwszych albumach, teraz nie sprawia już żadnej niespodzianki.
Odskocznią od tej oklepanej już w wypadku Beiruta stylistyki miała być chyba druga część nowego wydawnictwa. Lekkie synth-popowe bity, brak bałkańskich przeszkadzajek, tylko wokal ten sam. Jak wypada ten eksperyment? Mnie nie przekonuje ani trochę. Choć krótka, dłuży się, nic z niej nie zapada w pamięć, nie sprawiła mi ani trochę radości.
Rzucam oskarżeniami, możnaby w tym momencie zapytać czy znajduję jakąś receptę na to jak powinna wyglądać następna płyta Beirut, skoro sprawdzone patenty mnie nużą, a eksperymenty nie przekonują? Trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć. Najbliżej mi do stwierdzenia, że cały potencjał jaki drzemał w takiej koncepcji na muzykę wyczerpał się na dwóch pierwszych płytach, a Zach okazał się osobą odnajdującą się dobrze tylko w takim gatunku. Chciałbym się mylić, bo możliwości ma on ogromne, potrzebuje chyba tylko odrobiny świeżości. Może dwa lata odstępu od ostatniej płyty to zbyt mało by jej nabrać.
2/5
Beirut – march of the zapotec / realpeople holland @ Rate Your Music


