Posts Tagged ‘math rock’
Szybki przegląd ocen [6]
At the Soundawn – Red Square: We Come In Waves (2008) – strasznie marna kopia Isis. Tylko kompozycje nie te, wokal nie ten, i świeżości brak. Kolejny post-metalowy wynalazek cierpiący na straszną chorobę zwaną Wtórnością. Do zapomnienia. 1.5/5
East of the Wall – Farmer’s Almanac (2008) – na pierwszy rzut oka płyta, mająca wszelkie cechy by skończyć jak wyżej opisany At the Soundawn: dość już oklepany gatunek, w którym trudno o innowacje czy zaskoczenie słuchacza. Wtem (moje ulubione słówko zapowiadające nagły zbieg akcji, zapewne podejrzane w przewałkowanym na wszystkie strony “Panu Samochodziku”) okazuje się, że pojawiająca się od czasu do czasu trąbka, wraz z szybkimi i częstymi zmianami tempa, łamiącymi i nadającymi rozbudowanym kompozycjom więcej nieprzewidywalności, zaskakują, i to bardzo mile. Kto oczekiwał ciągnących się w nieskończoność instrumentalnych, mdłych pejzaży, może się nieźle zdziwić, co zaliczamy panom z East of the Wall na plus. 3,5/5
shellac – uranus
Steve Albini, człowiek który miał większy wpływ na współczesną muzykę rockową niż wielu mogłoby przypuszczać, w rok przed nagraniem pierwszego pełnoprawnego albumu ze swoim zespołem wydaje winylowy singiel, “Uranus”.
2 utwory, niewiele ponad 8 minut muzyki, w tym 3 minuty i 10 sekund obcowania z kwintesencją noise – rockowego grania w postaci utworu “Doris”. Jest tu wszystko, to kawałek kompletny i idealny: brud, masy przesteru, krzyk i brak choćby jednego zbednego dźwięku. Prosta forma, refren przewracający wnętrzności, moc, moc i jeszcze raz moc. Wszystko szalenie precyzyjne, ostre jak brzytwa i nie zostawiające na słuchaczu suchej nitki. Geniusz tych 3 panów pozwolił zawrzeć w 190 sekundach wszystko czego wymagam od noise i math rocka.
Cóż można powiedzieć o drugim utworze z singla? Chyba tylko tyle, że miał to nieszczęście tworzyć parę z dziełem niemalże boskim, przez co maleje trochę w jego cieniu. Sam w sobie nie jest zły, jest bardzo dobry, ale nie ma się co oszukiwać – ten singiel włącza się dla jazdy bez trzymanki jaką serwuje “Doris”. A później włącza się jeszcze raz. I jeszcze. I jeszcze.
Dzieło kompletne, a pół gwiazdki niedoskonałości to po prostu fakt, że nie zawiera jeszcze utworów “Doris 2″, “Doris 3″ i kilku innych “Dorisów”. To jednak nie przeszkadza w delektowaniu się jednym z najdoskonalszych nagrań w tym gatunku.
4.5/5