ze słuchu

Posts Tagged ‘rock

Jedna z pięciu najśmieszniejszych rzeczy na świecie

z 27 komentarzami

Coma – Hipertrofia

Mowa będzie o grupie nietuzinkowej, unikalnej i jedynej w swoim rodzaju. Zgromadziła w Polsce setki tysięcy fanów, wzbudza skrajne emocje, przy czym oczywistym jest, że osoby z negatywnymi odczuciami nie znają się na muzyce. Liderem tego zespołu jest człowiek nazywany przez fanów lepszym poetą niż Kazimierz Przerwa – Tetmajer czy Juliusz Słowacki. Jak pisze ten współczesny wieszcz? Otóż zawstydzająco inteligentnie, błyskotliwie i z tonami polotu godnymi prawdziwego Talentu literackiego.

Pozostały już tyko brzydkie dziewczyny
Mają nogi porośnięte włosami
wszystkie ładne wyjechały do Stanów

Obdarzony charakterystycznym, mocnym głosem, z manierą godną mistrzów rockowej wokalistyki – jego niemalże nieograniczone możliwości wokalne można usłyszeć chociażby w tym kawałku: Transfuzja. Polecam zwrócić uwagę na godną pozazdroszczenia barwę głosu, kiedy ten ogarnia całe spektrum uczuć, od spokojnego, do wykrzyczanego z furią tekstu (kto skojarzy ten odgłos z dławiącym się pawianem nigdy nie słuchał prawdziwej muzyki). Zostawmy jednak wokalistę milionlecia, warstwa muzyczna też nie pozostawia wiele do życzenia.

Oryginalne, niebanalne kompozycje, na których wzorowali się najsłynniejsi przedstawiciele szeroko pojętej muzyki rockowej, jak Rage Against the Machine, czy Korn. Wychwycili to znakomicie przedstawiciele radiowej Trójki, z pewnością menedżerowie światowych sław zostali już powiadomieni o tej plamiącej honor wspomnianych zespołów wpadce. Coma okazuje się więc być zespołem pionierskim nie tylko w warstwie tekstowej – poetyckość, siła przekazu, wielogodzinne próby interpretacji zawiłych metafor – ale także w sferze kompozycyjnej i brzmieniowej. Któż spodziewałby się tak znakomitych patentów rockowych po tej stronie Odry?

Wymkanie się wszelkim schematom to drugie imię polskiej grupy. Fatalna rzeczywistość?

Braciszku
Przyszło nam szumieć
Na skurwiałym bruku miasta królów.

Imć Rogucki znajduje rozwiązanie:

Trzeba będzie na własność
Odbudować nam kosmos.
Nie mniej dobrze mi wiedzieć
Że rozumiesz, że jesteś.

Może stracona nadzieja? Coma i w tym momencie spieszy na ratunek:

W niebiesko-szarym piekle spojrzeń,
w ogrodzie jasnozłotych głów
wszystko na pewno będzie dobrze,
w pokoju obok mieszka Bóg.

Rogucki nie boi się żadnego tematu, ponadto tylko u niego usłyszycie o “skurwiałym bruku”, czy “niebiesko-szarym piekle”, idącym w parze z “owłosionymi nogami”. Inspirujące, zmuszające do myślenia, sprawiające, że wyświechtany zwrot o tym, co autor miał na myśli, być może pierwszy raz w historii swojego istnienia nabiera tak realnego znaczenia. Gdyby tylko żył wcześniej, nie mam wątpliwości, że Norwid czy Mickiewicz wzorowaliby się właśnie na nim. Ze względu na czasy, w których przyszło mu tworzyć, możemy go nazwać jedynie postkursorem* wielkiej polskiej poezji.

Jak widać, Coma potrafi uderzyć we wszystkie czułe punkty ludzkiego bytu swoimi tekstami i kompozycjami. Wierzę, że są ludzie, którym naprawdę się podoba, że bezsensowne liryki nie zrażają, że swoją wtórną i nudną muzyką potrafią zainteresować. We mnie jednak dźwięki te tworzą wielką otwartą ranę, która zostaje posypana solą w postaci warstwy lirycznej, a irytujące połączenie głosu i instrumentów sprawia, że goi się ona przeraźliwie długo. Od czasu do czasu jednak pozwala sobą poprawić humor. Bo jak tu nie uśmiechnąć się słysząc:

Bezkarne żółte południe oddycha przytomnie.
Przeważnie pijemy wódkę przy stole w ogrodzie.
Niestraszne kosmiczne dziury i groźba wieczności.
Zabawne jak nic nie znaczyłby świat bez miłości.

No właśnie. Nie da się. 0,5/5

* – podziękowanie dla kolegi Roberta za zgrabne określenie tego zjawiska.

Written by oskar

22 maj 2009 at 19:49

Napisane w 0.5/5, oceny, recenzja

Tagged with ,

blindside – about a burning fire

z 2 komentarzami

Niniejsza recenzja nie będzie nosiła najmniejszych chociaż znamion obiektywizmu i trzeźwego spojrzenia. Jeśli komuś to przeszkadza to radzę przerwać w tym momencie.

“About a Burning Fire” to jedna z kilkunastu płyt, które stoją u mnie na muzycznym piedestale, są tak niesamowite, że brakuje mi określeń na to, by je opisać.  Przez pięć lat od wydania wciąż wyzwala we mnie te same uczucia, nie nudzi się ani trochę, jest idealna pod każdym względem i żywię do niej najczystsze uczucie. Z tą płytą jest jak z wieloletnim przyjacielem: choć wiesz, że nie zaskoczy cię już niczym, zawsze z przyjemnością spędzasz z nim czas.

Album z 2004 roku to płyta nie będąca majstersztykiem technicznym, kompozycyjnym ani tekstowym. Co jest w niej takiego niezwykłego? Po pierwsze, przeważają o tym względy wyjątkowo osobiste; wystarczy że powiem, że prawdopodobnie byłbym zupełnie kim innym gdybym nie spędził z tą płytą kilku długich miesięcy od lipca 2004 począwszy. Wpłynęła ona na mój gust w sposób, który z dzisiejszego punktu widzenia jest nie do przeceniena, stanowiła dla mnie pierwszy azymut na drodze, która zaprowadziła mnie do obecnego muzycznego “ja”. Po drugie, to płyta wyjątkowo emocjonalna, może momentami banalna, ale to nie jest dla mnie wada. Potrafi wzruszyć, dać chwilę refleksyjnego oddechu, by za moment sprowadzić brutalnie na ziemię wściekłym krzykiem w finałowym utworze. Jednym z moich ulubionych stworzonych kiedykolwiek. Chwytliwe melodie, wwiercające się w umysł riffy i świetny wokal z urzekającym momentami szwedzkim akcentem to elementy zwracające uwagę od pierwszych minut.

Cóż więcej mogę powiedzieć o płycie, w której nie znajduję żadnego słabego punktu? Że uwielbiam brzmienie gitary w “Die Buying”, że mógłbym godzinami słuchać bluesującego “Roads”,  po którym utwór tytułowy brzmi pięc razy ostrzej niż słuchany osobno? Może napisać o przejmującym kobiecym wokalu w “Shekina”, przebojowej kolaboracji z Billym Corganem w “Hooray, It’s L.A.”? Mam to fatalne wrażenie, udzielające się każdemu recenzującemu swoje ulubione płyty, że czegokolwiek nie powiem, to i tak nie oddam tego jak czuję się słuchając tej płyty nawet w najmniejszej części. Pozostaje mi tylko zachęcić najmocniej i dać dwie perełki do posmakowania (koniecznie w tej kolejności!):

http://www.youtube.com/watch?v=VQbNokSzwMU
http://revver.com/video/8504/blindside-about-a-burning-fire/

5/5

Blindside – About A Burning Fire @ Rate Your Music

Written by oskar

21 luty 2009 at 0:54

Napisane w 5/5, recenzja

Tagged with , ,